Kanał RSS

Prof. Andrzej Sobczak o realnych skutkach robotyzacji | Robot do usług

0

Październik 23, 2018 przez admin

CEZARY KOWANDA: – Podobno roboty zaraz zabiorą nam pracę, a automatyzacja spowoduje masowe bezrobocie. Jednocześnie właściciele wielu firm desperacko, przynajmniej w Polsce, poszukują pracowników. Mogą być nawet ze sztuczną inteligencją – byle byli. To jak właściwie jest z tą całą robotyzacją?
ANDRZEJ SOBCZAK: – Większości z nas robotyzacja kojarzy się z przemysłem, z praktycznie samoobsługowymi liniami technologicznymi w fabrykach. Często nie uświadamiamy sobie, że robotyzacja może dotyczyć również sektora usług. „Robotami” mogą bowiem być nie tylko wyspecjalizowane urządzenia, ale także programy komputerowe, które na razie automatyzują wykonywanie prostych, powtarzalnych czynności. Z czasem będą umiały coraz więcej i będą nadawały się do realizacji coraz bardziej złożonych zadań.

To szybciej roboty zastąpią ludzi w przemyśle czy w usługach?
Myślę, że w Polsce nastąpi to w usługach. Po pierwsze, w wielu wypadkach nasz przemysł jest niedofinansowany – a robotyzacja na początku wymaga dużych nakładów. Jednocześnie robotyzacja procesów biznesowych ma sens tam, gdzie już istnieją dane w formie cyfrowej. A pod tym względem najbardziej zaawansowane są u nas takie branże jak telekomunikacja czy bankowość. Z kolei w produkcji czy handlu poziom automatyzacji jest stosunkowo niski, a wiele czynności trzeba wykonywać manualnie. Jeśli zatem popatrzymy na krótszą, powiedzmy pięcioletnią, perspektywę, to myślę, że pracownicy fizyczni raczej nie powinni się martwić.

A kto powinien?
Martwić to może jeszcze zbyt duże słowo, ale na pewno zmiany będą odczuwalne na przykład w centrach obsługi klientów. Firmy nieoficjalnie przyznają, że skoro inwestują w robotyzację ogromne pieniądze, to w długiej perspektywie nie będą potrzebowały tylu pracowników co obecnie. Na razie chodzi nawet nie tyle o to, żeby ludzi zwalniać, ale żeby już nie tworzyć kolejnych etatów, bo to koszty pracownicze stanowią główne obciążenia dla tego typu podmiotów.

W jakim stopniu robotyzację napędza brak rąk do pracy?
W coraz większym. Jeden z globalnych banków, który ma w Polsce tzw. centrum usług wspólnych, wdraża robotyzację procesów biznesowych. Wiązał z nią nadzieję na osiągnięcie istotnych oszczędności. Są one znacznie mniejsze, niż sądzili, ale i tak nie zamierzają z tego przedsięwzięcia rezygnować. O pracowników jest nie tylko coraz trudniej, ale mają oni też coraz większe wymagania. Młodzi ludzie chcą dużo zarabiać i to od razu, na początku swojej kariery. Do tego wykonywanie powtarzalnych czynności ich nudzi, a to prowadzi do coraz liczniejszych błędów. Co więcej, często zmieniają pracę, a odchodząc, siłą rzeczy zabierają ze sobą zdobytą wiedzę, najczęściej do konkurencji. Roboty programowe tych wszystkich wad nie mają.

Czyli banki się automatyzują. Ale jak ja to odczuwam jako klient?
Gdy składa pan wniosek o kredyt, jego wstępną analizę przeprowadza coraz częściej robot, a nie człowiek. Jest szybszy, a do tego pracuje 24 godziny na dobę i popełnia mniej błędów niż pracownik. Banki zachęcają do korzystania z czatów, gdzie również pracują roboty. Są one pierwszą linią kontaktu z klientem i dopiero potem przekazują najbardziej złożone problemy, z którymi sobie nie radzą, do człowieka. Na tym nie koniec. Banki coraz chętniej używają nawet robotów do windykacji należności. Co ciekawe, klienci chętniej „rozmawiają” właśnie z robotem niż człowiekiem na takie trudne dla nich tematy.

Banki, ubezpieczyciele, firmy telekomunikacyjne. Gdzie jeszcze robotyzacja jest już teraźniejszością?
Na przykład w mediach czy na portalach internetowych. Niektóre teksty ekonomiczne czy sportowe są już pisane po angielsku przez roboty.

Straszy mnie pan?
Nie, akurat z językiem polskim roboty mają jeszcze spory problem. Ale na pewno idealnie nadają się do moderowania komentarzy na portalach czy w serwisach społecznościowych. Zresztą za sprawą wielkich amerykańskich koncernów cyfrowych robotyzacja wkracza w kolejną, ciekawą fazę.

Jaką?
Amazon, Google czy Apple sprzedają coraz więcej asystentów głosowych. Mogą oni spełniać polecenia głosowe użytkowników i kontaktować się z innymi dostawcami usług czy produktów. Dochodzi zatem do interakcji pomiędzy robotami – jeden komunikuje się z drugim i przekazuje mu polecenia. Na razie to jeszcze głównie faza testów, ale myślę, że rozwój takiej robotyzacji będzie szybki.

Czyli ludzie odpowiedzialni za kontakty z klientami czy za obsługę zamówień powinni już szukać innej pracy?
Spokojnie. Robotyzacja wbrew różnym alarmistycznym raportom nie spowoduje trzęsienia ziemi. Porównywałbym ten proces do powolnego gotowania żaby. Nie będzie żadnych gwałtownych redukcji zatrudnienia, żadnych masowych zwolnień, żadnego przełomowego momentu. Ale nie znaczy to, że nic się nie zmieni. Po prostu wszystko dzieje się stopniowo. Z drugiej strony pamiętajmy, że robotyzacja to też liczne nowe zawody. Na przykład trener robotów czy deweloper robotów – miejsca pracy, jakie niedawno jeszcze nie istniały, zresztą świetnie płatne. Oczywiście istnieje ryzyko niedopasowania zawodowego. Bo osoby niepotrzebne już w biurach niekoniecznie będą w stanie skorzystać z tych nowych możliwości rozwoju zawodowego.

Mówimy cały czas o branży usługowej. Ale porozmawiajmy też trochę o przemyśle. Gdzie tam roboty będą w awangardzie?
Zasada jest wszędzie ta sama – im więcej danych cyfrowych, tym większe pole do robotyzacji. A zatem przede wszystkim tzw. przemysł 4.0, czyli branża lotnicza, mechanika precyzyjna czy sektor motoryzacyjny.

Jednak Elon Musk, szef Tesli produkującej auta elektryczne, niedawno przyznał się do porażki. Chciał stworzyć fabrykę opartą prawie wyłącznie na pracy robotów, ale musiał zrewidować swoje plany i teraz masowo zatrudnia ludzi.
To prawda. Zresztą już w latach 70. i 80. poprzedniego wieku koncerny motoryzacyjne snuły podobne plany. Roboty niemal wszędzie miały szybko zastąpić ludzi. Tymczasem ich możliwości okazały się ograniczone. Technologia, jakkolwiek stale się rozwija, nie jest jeszcze tak zaawansowana, jak chciałby tego Elon Musk. Na razie roboty idealnie nadają się do czynności powtarzalnych. Dużo gorzej u nich z inwencją. W praktyce oznacza to, że w przypadku wystąpienia awarii robot – w optymistycznym wariancie – zatrzymuje się i czeka na instrukcje.

A w pesymistycznym?
Potrafi nabroić. Przy robotyzacji procesów biznesowych roześle na przykład wiadomości nie do tych adresatów co trzeba, a w produkcji uszkodzi linię technologiczną.

A co z tak ostatnio reklamowaną wszędzie sztuczną inteligencją? Czy roboty same potrafią już myśleć?
Coraz więcej robotów programowych rzeczywiście potrafi się już uczyć. To następny etap ich rozwoju. Gdy natrafią na nowe dla siebie informacje, umieją je zinterpretować i podjąć właściwą decyzję, wykorzystując całą zebraną dotąd przez siebie wiedzę. Zresztą sam termin „sztuczna inteligencja” jest mocno naznaczony przez popkulturę – od „Odysei kosmicznej” po „Terminatora”. Roboty buntujące się przeciw człowiekowi i przejmujące władzę nad światem to w zasadzie nie sztuczna inteligencja, a superinteligencja. Zapewniam, że od takiego scenariusza jesteśmy odlegli dziesiątki, jeśli nie setki lat.

Source Article from https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1766414,1,prof-andrzej-sobczak-o-realnych-skutkach-robotyzacji.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Kategorie

Odnośniki