Kanał RSS

Powroty polskich twórców z emigracji | Kwiaty polskie

0

Czerwiec 12, 2018 przez admin

Tekst ukazał się w nowym Pomocniku Historycznym „Za chlebem i nowością”, dostępnymod 25 kwietnia w kioskach i w internetowym sklepie POLITYKI.

***

Julian Tuwim. „Przyjął mnie w ślicznym mieszkaniu na ślicznej ulicy; piękna, miła, różowa, jedwabna żona i mała różowa przybrana córeczka – wszystko śmiało się do mnie. Miał wszystko, czego człowiek w Polsce może zapragnąć” – notowała Kazimiera Iłłakowiczówna pierwsze wrażenia z wizyty u Juliana Tuwima. Jej przedwojenny przyjaciel wrócił do kraju półtora roku wcześniej niż ona. W 1939 r. wyemigrował on przez Rumunię i Włochy do Francji, podobnie jak Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Kazimierz Wierzyński. W obliczu kapitulacji Francji Tuwim, Lechoń i Wierzyński popłynęli do Brazylii, gdzie Julian skończył pisać słynne nostalgiczne „Kwiaty polskie”. Ostatecznie wspólnie wyjechali do Nowego Jorku.

Gdy Tuwim schodził w czerwcu 1946 r. z pokładu statku „Śląsk”, uwieczniła ten moment Polska Kronika Filmowa. „»Nie ma większego szczęścia od powrotu do kraju«, to jego pierwsze słowa wypowiedziane na polskiej ziemi” – mówił lektor wzruszonym głosem. Potem wielbiciele wypominali Tuwimowi, że za porzucenie emigracji dostał od władzy mieszkanie w Warszawie na Wiejskiej, willę w Aninie, samochód z szoferem, pielęgniarkę, sekretarkę i pokojówkę. Choć on sam twierdził, że samochód kupił, willę wziął na kredyt, a tabuny otaczającej go służby to bajki. Tak czy inaczej przez pięć lat pobytu w Stanach Zjednoczonych o takich luksusach mógł tylko marzyć.

Z małym zaangażowaniem służył reżimowi pomimo zapewnionych profitów. Wybrał emigrację wewnętrzną i niemal przestał pisać. Nie pomagało, że nawet Bolesław Bierut okazał mu atencję, odwołując egzekucję poety Jerzego Kozarzewskiego i pięciu jego podwładnych z Narodowych Sił Zbrojnych. Kozarzewskiego nie powieszono, ale Tuwim dalej pisał jedynie, gdy mocno go dociśnięto. W sumie władzy udało się wydusić z niego 12 nowych wierszy opiewających Stalina, Bieruta oraz Polskę Ludową. Podobnie wyglądała sytuacja z Władysławem Broniewskim i Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim, którzy zamiast tworzyć, pili na umór.

Kazimiera Iłłakowiczówna. Tuwimowi żyło się za granicą o wiele wygodniej niż Kazimierze Iłłakowiczównie, która na osiem lat utknęła w rumuńskim mieście Kluż. Przetrwała, udzielając korepetycji z francuskiego i angielskiego. Potem przez pewien czas wahała się, czy wracać. „Korespondując z Jerzym Stempowskim, krytykiem literackim i eseistą, który po wojnie został w Szwajcarii, wyjaśniała, że zamierza wrócić do kraju, bo wydaje jej się »jakieś nierycerskie nie chcieć dzielić z resztą Polaków tej nowej fazy w życiu Polski«” – opisuje Joanna Frydryszak-Kuciel w biografii „Iłła”. Tymczasem władza ludowa wcale nie paliła się, żeby wpuścić do kraju byłą sekretarkę Józefa Piłsudskiego. Na dokładkę gorliwą katoliczkę. Ktoś taki mógł jedynie sprawiać problemy. Zupełnie odwrotnie niż autor wiersza „Do prostego człowieka”, który już w czasach II Rzeczpospolitej nie ukrywał sympatii dla socjalistycznych idei. Kiedy Tuwim zaczął nalegać, żeby Iłła mogła przyjechać do ojczyzny, polska ambasada w Bukareszcie w listopadzie 1947 r. wydała jej paszport.

W Warszawie Tuwim powitał ją więcej niż serdecznie. „»To jest moja siostra Iłłakowiczówna« – powiedział swojej sekretarce i pożyczył mi własne auto” – wspominała Iłła. Potem było już tylko gorzej. „Jest jednak trochę zaskoczona, że nikt się nią nie interesuje, nie ma dla niej żadnej oferty, że nie otrzymuje znikąd pomocy” – pisze Frydryszak-Kuciel. Poetka nie rozumiała, iż dla władzy ludowej istotna była nie jej twórczość, lecz propagandowa wartość. Chcąc z czegoś żyć, udała się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie pracowała etatowo do września 1939 r., prosić o ponowne zatrudnienie. Sławnego gościa przyjął wiceminister Wiktor Grosz. Gdy usłyszał, czego chce poetka, nie potrafił ukryć zdumienia: „Ależ proszę panią, przecież to już zupełnie inny rząd! Pani pracowała w rządzie sanacyjnym, a to jest rząd socjalistyczny!”.

Na Iłłakowiczównie od razu postawiono krzyżyk. Nie mogła więc znaleźć nie tylko pracy, ale nawet mieszkania w Warszawie. W końcu przeniosła się do Poznania. Tam na wiele lat wynajęła stancję w sześciopokojowym mieszkaniu przy ul. Gajowej u państwa Kafarskich, mających pod opieką siedmioro dzieci. Cenzura zablokowała druk jej utworów, lecz pozwolono tłumaczyć wielkie dzieła literatury rosyjskiej. Podobnie jak w Rumunii udzielała korepetycji.

Source Article from https://www.polityka.pl/pomocnikhistoryczny/1750688,1,powroty-polskich-tworcow-z-emigracji.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.