Kanał RSS

Marzenie o wielkich Węgrzech | Międzymorze Orbána

0

Sierpień 26, 2018 przez admin

Co roku w samym środku lata Viktor Orbán jeździ do uzdrowiska Băile Tușnad (po węgiersku Tusnádfürdő) w rumuńskiej Transylwanii. Wygłasza tam swoje najważniejsze mowy. To właśnie w Băile Tușnad wrzucił kilka lat temu do publicznej debaty temat „nieliberalnej demokracji”, a w 2014 r. wskazywał na Singapur, Rosję, Turcję i Chiny jako na przykłady skutecznie zarządzanych krajów i wzory do naśladowania, co z dzisiejszej perspektywy brzmi jak spełniająca się przepowiednia.

Orbán jeździ głosić swoje mowy do Rumunii. Ale jest wtedy w Rumunii tylko na papierze. W rzeczywistości znajduje się w kraju Szeklerów, madziarskojęzycznych górali, gdzie węgierskie tradycje i pamięć o dawnych wielkich Węgrzech są mocne, a co za tym idzie – mocna jest węgierska idea nacjonalistyczna. Co, jak się można domyślić, mocno niepokoi Rumunów, którzy, jak mogą, dezintegrują węgierskie środowiska w Rumunii. Co z kolei, jak się można domyślić, wzmaga węgierski nacjonalizm.

W leżących blisko Băile Tușnad szeklerskich miastach Sfântu Gheorghe (węgierskim Sepsiszentgyörgy) czy Miercurea Ciuc (Csicszerda) na domach często wiszą flagi szeklerskie, błękitne, ze słońcem i półksiężycem, symbolami sięgającymi jeszcze pogańskich czasów, gdy Madziarzy „zajmowali ojczyznę”, czyli podbijali Basen Karpacki. Na ulicach słychać szeklerski, na plakatach i szyldach – prawie wyłącznie węgierszczyzna. Węgrzy są tu u siebie.

1.

Transylwania razem z Szeklerszczyzną trafiła do Rumunii po tym, jak w 1920 r. w Trianon państwa zachodnie okroiły Węgry z każdej strony i porozdawały kawały ich ziemi sąsiadom. Od tej pory udało się Węgrom włączyć ją w swoje granice tylko raz, za Hitlera. Dały sobie wtedy z Zachodem spokój i weszły w sojusz z nazistami. Dostały nagrodę: nie tylko Szeklerów razem z całą Transylwanią, jeszcze południową Słowację i Zakarpacie.

Teraz znów Węgry są małe i znów Europą Środkową rządzi Zachód. Mamy Pax Americana, Pax Europeana, NATO, UE. Nie ma szans na żadne zmiany granic, na żadne przesuwania. Węgry są, wydaje się, skazane na los małego, środkowoeuropejskiego kraju.

Zastanawiać się, czysto teoretycznie, jakim sposobem można by znów Rumunom Szeklerszczyznę zabrać, jest trudno: trzeba by było stąd znów wysiudać cały Zachód. I kogo innego w regionie zrobić hegemonem. Na przykład Rosję, która flirtuje z pomysłami nowego wytyczenia granic w Europie (zrobiła to w Gruzji, na Ukrainie, w Mołdawii, popiera w Bośni i Kosowie). Z Węgrami żyje wspaniale, a z Rumunami mniej więcej tak jak z Polską. Jeśli rola Zachodu w regionie by osłabła, to Rosja w porozumieniu z Węgrami mogłaby teoretycznie wiele na Rumunii wymóc. Choćby autonomię dla Transylwanii. A potem – być może – referendum typu krymskiego.

Rumuńscy prozachodni intelektualiści trochę się boją takiej sytuacji, choć uważają ją za mało realną. Rumuński prezydencki doradca i geopolityk Iulian Fota, gdy z nim o tym rozmawiałem, niby nie brał poważnie rosyjsko-węgierskiego zagrożenia, ale mówił, że jakby co „tanio skóry nie sprzedadzą”. Przyznawał, że gdy Węgrzy przestali w grudniu 2016 r. wysyłać na rocznicę zjednoczenia Transylwanii z Rumunią swoje delegacje, argumentując, że „nie mają czego świętować”, wielu ludziom zimny dreszcz przeszedł po plecach. A na Szeklerów Bukareszt patrzy spod oka, traktując ich trochę jak piątą kolumnę.

Jakby tego wszystkiego było mało, Orbán w tym roku w Băile Tușnad podkreślał jeszcze mocniej węgierską asertywność. „Sto lat temu Rumunia weszła w swoją nowoczesną epokę – mówił, odnosząc się do powstania nowego państwa rumuńskiego po pierwszej wojnie światowej, które właśnie wtedy uzupełniło się o odebraną Węgrom Transylwanię. – Rozumiemy, dlaczego dla Rumunów jest to powód dla świętowania, ale domagamy się również, by oni też zrozumieli, że dla nas nie. Przez ponad sto lat nowoczesna Rumunia nie była w stanie poradzić sobie z faktem, że mieszka w niej ponad półtora miliona Węgrów. Wiemy, że w Bukareszcie mówią nawet, że Szeklerszczyzna nie istnieje” – opowiadał, rozparty za stołem jak biesiadowy mówca, w białej koszuli z krótkimi rękawami, z luźno rozpiętym kołnierzykiem. Atmosfera była biesiadna, a Orbán śmieszył, tumanił, przestraszał. I dopiero się rozpędzał. – Patrząc dookoła i znając tutejszych ludzi, jestem pewien, że Szeklerszczyzna będzie istniała nawet wtedy, gdy cała Europa przejdzie na islam – głosił ku entuzjastycznej radości tłumu słuchających.

Source Article from https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1759824,1,marzenie-o-wielkich-wegrzech.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Kategorie

Odnośniki