Kanał RSS

Jak politycy lansują zło | Zło jest dobre

0

Sierpień 24, 2018 przez admin

Stanąć przed kamerą. Kubeł zimnej wody w górę. I chlust na głowę. Była kiedyś taka akcja – Ice Bucket Challenge. Miała szczytne cele – przypomnienie o straszliwej chorobie, stwardnieniu zanikowym bocznym, i zebranie jak największej sumy na jej leczenie. W 2014 r. trudno było znaleźć celebrytę, który by się publicznie nie oblał. Potem działał łańcuszek – trzeba było wyzwać do challengu trzy kolejne osoby. Rezultat to 100 mln dol. zebranych w miesiąc. Przy czym, jak wówczas obliczał Reuters, biorąc pod uwagę liczbę filmików oznaczonych stosownym hasztagiem, wpłaty dokonał co 13. oblany.

Od tej kampanii swoją wielką karierę w sieci rozpoczęło sformułowanie virtue signalling, lansowanie własnej cnoty. To wynikające często z lenistwa powierzchowne wspieranie społecznych inicjatyw po to, aby uzyskać pozór moralności. Bardziej precyzyjnie oznacza wysyłanie sygnału w dowolnej formie, najczęściej kilkusłownego tweeta, w celu uzyskania poklasku, ale już niekoniecznie z przekonania. Szczególnie w ramach jakiejś jasno określonej grupy. Jest to więc forma próżności, tym gorsza, że upozorowana właśnie. Lansowanie własnej cnoty służy co najmniej dwóm celom: pokazaniu intelektualnej i moralnej płycizny oponenta oraz wzniesieniu siebie samego na wyższy poziom. Przede wszystkim virtue signalling znacznie łatwiej zamieścić w tweetach niż napisać „Mówisz to tylko dlatego, aby dobrze wypaść”.

1.

Popularyzator terminu virtue signalling James Bartholomew z brytyjskiego tygodnika „The Spectator” zwraca uwagę, jak często taki lans cnót własnych zawiera deklaracje nienawiści. – To taki kamuflaż. Nacisk na rozpylanie nienawiści odwraca uwagę od tego, że sami stawiamy się w jak najlepszym świetle. Gdybyś był szczery i powiedział: „Troszczę się o środowisko bardziej niż inni” albo „Troszczę się o los biednych bardziej niż inni”, twoja próżność byłaby aż nadto widoczna. A tak wystarczy napisać: „Nienawidzę biedy”, „Nienawidzę rasizmu”, i już nie trzeba pomagać w ośrodkach dla uchodźców czy wspierać fundacji charytatywnych. Wystarczy sama deklaracja cnotliwości. Bartholomew przypomina podobną historię jak z kubłami zimnej wody: słynne badanie, w którym okazało się, że na ponad 1,1 mln facebookowców, którzy polubili stronę „Save Darfur”, prawie nikt nie zrobił przelewu, aby pomóc uchodźcom z tego kraju.

Zaskakujące jest jednak, jak szybko to pojęcie trafiło do polityki. Początkowo, jeszcze w latach 90., oskarżenia o hipokryzję stały się podstawowym orężem prawicy w walce – jak to mówią sami prawicowcy – z kawiorową lewicą, która tylko udaje, że zależy jej na ludziach. Dziś już pod modną nazwą virtue signalling podobne oskarżenia o polityczną hipokryzję latają w obie strony. Bo przecież prawicowcy w USA noszą czapki „Make America Great Again”, ale ani nie pomagają budować muru na granicy z Meksykiem, ani nie przestają kupować japońskich samochodów. Tak jak noszenie znaczka pro-life nie zmniejsza liczby aborcji. Na tej samej zasadzie zmiana tła w swoim twitterowym zdjęciu na francuską flagę po zamachach w Paryżu trzy lata temu jakoś nie obroniła Europy przed terrorystami.

Politycy mają jednak wyżej zawieszoną poprzeczkę, bo poza deklaracjami w sieci niektórzy z nich naprawdę mogliby coś zmienić. Nikt nie lubi polityków hipokrytów, choć nasza niechęć wobec nich jest zastanawiająca. Jasne, że lepiej żyć i działać podług tego, co się publicznie głosi. A gdyby się np. okazało, że jakiś prominentny obrońca wartości chrześcijańskich i rodziny z PiS ma na boku kochankę? Czy to, że jednak broni rodziny jako takiej, nie robi dobrze społeczeństwu? Otóż nie, co wynika z pokaźnego już pakietu badań naukowych na ten temat. Autorka takich badań prof. Jillian Jordan, psycholożka z Uniwersytetu Yale, twierdzi nawet, że bardziej brzydzimy się hipokrytów niż ludzi, którzy są otwarcie i szczerze źli. – Ten wniosek to pouczająca lekcja dla polityków: jeśli nie jesteś w stanie być moralnie perfekcyjny, to już lepiej bądź jawnie amoralny. I niewątpliwie kilku z nich już tę lekcję odrobiło.

2.

Na początku kwietnia Biały Dom wprowadził politykę „zero tolerancji wobec nielegalnych imigrantów”. Według nowych wytycznych władze federalne miały aresztować wszystkich nielegalnie przekraczających granicę, nawet jeśli powołują się oni na prawo do azylu. Naturalną konsekwencją takiej polityki było rozdzielanie rodzin, które wspólnie przekraczały granicę. Dorośli trafiali do aresztu, a ich dzieci pod opiekę służb socjalnych. W ten sposób oddzielono ponad 2300 dzieci. „To jest złe, nieamerykańskie” – napisał „The Washington Post”. „Prędzej czy później prezydent Trump za to zapłaci” – wtórował mu kilka dni później „New York Times”. Czy aby na pewno?

Source Article from https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1759016,1,jak-politycy-lansuja-zlo.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Kategorie

Odnośniki