Kanał RSS

Eugeniusz Kwiatkowski – dwukrotny budowniczy Gdyni | Z teką ministra do spożywczaka

0

Marzec 14, 2019 przez admin

Hasło frontem do morza ma już ustalony swój walor (…) słyszymy gwar tysięcznej rzeszy robotników portowych i marynarzy, dźwięk syren, łopotanie bander i górujący nad wszystkim, regularny szum fal morskich”. Autorem tych słów, napisanych w lipcu 1946 r., był nie propagandysta, a profesor chemii rodem z Krakowa, gospodarczy wizjoner II RP, przed wojną wicepremier do spraw gospodarczych i minister skarbu Eugeniusz Kwiatkowski.

Nazwisko Kwiatkowskiego najmocniej powiązane jest z budową portu i miasta Gdyni, polskiego „okna na świat”, największej inwestycji przedwojennej Polski. Projekt ten, na początku napotykający liczne trudności, udało się zrealizować dzięki jego wysiłkom. Gdynia nie była jedynym dziełem ministra. W ramach programu modernizacji kraju patronował on także budowie Centralnego Okręgu Przemysłowego, w którego ramach powstała m.in. Huta Stalowa Wola.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, iż Kwiatkowski był typem technokraty skupionego na cyfrach i wykresach, nieokazującego uczuć. Nie był także, w odróżnieniu od wielu wizjonerów, nieznośnym dla podwładnych cholerykiem, z którym współpraca jest na dłuższą metę destrukcyjna. Swoich racji nie udowadniał krzykiem i apodyktycznym tonem, ale rozsądną argumentacją. Kilka lat temu Muzeum Miasta Gdyni zamówiło ekspertyzę grafologiczną listów ministra. Z jej wyników wyłania się obraz człowieka ambitnego i bardzo pracowitego, a zarazem nieśmiałego, wrażliwego i nieco wycofanego, któremu daleko do stereotypu bezwzględnego menedżera znanego ze współczesnych korporacji. Kwiatkowski miał z pewnością dar skupiania wokół siebie ludzi młodych. Jak wspominał po latach Jan Nowak-Jeziorański, wicepremier zdobywał ich sympatię „żywotnością umysłu i cudownym darem wysłowienia”.

Podobnie jak wielu innych przedstawicieli elit II RP, Kwiatkowski został we wrześniu 1939 r. internowany w Rumunii. W kraju tym spędził długie sześć lat w kilku miejscach odosobnienia. Borykał się tam z żałobą po synu Janie, który poległ we wrześniu omyłkowo zastrzelony przez polskich żołnierzy, a także z pogarszającym się stanem zdrowia. Mimo to bacznie obserwował rozwój sytuacji na frontach i dyplomatyczne ustalenia przywódców mocarstw na temat powojennego porządku świata.

W czerwcu 1945 r. w mieście Krajowa Kwiatkowskiemu złożył wizytę Jerzy Borejsza, szef potężnej spółdzielni wydawniczej Czytelnik, uznawany za intelektualistę w szeregach nowej władzy. Złożył w imieniu Bolesława Bieruta propozycję kierowania odbudową portów na Wybrzeżu. Co ciekawe, nie wymagał przy tym od Kwiatkowskiego żadnych deklaracji politycznych. Po krótkich wahaniach Kwiatkowski zgodził się przyjąć ofertę nowych władz i w lipcu 1945 r. przybył do Warszawy. Podróży tej bardzo obawiała się jego żona Leokadia. Lot odbywał się bowiem okrężną drogą z międzylądowaniem w ZSRR, co budziło podejrzenia, iż Kwiatkowski niczym miesiąc wcześniej 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego może zostać uprowadzony i oskarżony w sfingowanym procesie. Według rodzinnych przekazów przed samym wyjazdem byłego ministra z sufitu urwał się żyrandol, co przesądna pani Kwiatkowska uznała za złą wróżbę.

Były minister wracał do kraju zrujnowanego wojną, plądrowanego przez Armię Czerwoną i wszelkiej maści szabrowników. W lasach walkę prowadzili żołnierze podziemia antykomunistycznego. Rodziło się opozycyjne wobec władzy Polskie Stronnictwo Ludowe. Wydawało się, iż mimo supremacji komunistów w dalszym ciągu istniała nisza dla obywatelskiej działalności, gospodarczej „pracy u podstaw”.

Decyzja Kwiatkowskiego o powrocie nie budziła powszechnego zrozumienia. Część dawnych sanacyjnych polityków, zwłaszcza wojskowych przebywających w Londynie, okrzyknęła go „dezerterem z obozu niepodległościowego”. Motywację wicepremiera rozumiał kompozytor i literat Stefan Kisielewski. Według niego Kwiatkowski pokazał swoją decyzją, iż „można połączyć patriotyzm z umiarkowaniem i cierpliwością, pragnienie czynu z rozsądkiem, miłość Ojczyzny z zdolnością do trzeźwego myślenia”.

12 września 1945 r. do życia powołana została kierowana przez Kwiatkowskiego Delegatura Rządu dla Spraw Wybrzeża, podporządkowana bezpośrednio prezydium rządu w Warszawie. Objęła ona swoim zakresem działania całość polskiego Wybrzeża od Szczecina poprzez Trójmiasto aż po Elbląg. Delegatura miała koordynować i nadzorować odbudowę portów i miast nad Bałtykiem. Rola Kwiatkowskiego polegała nie tylko na administracyjnym nadzorze nad działalnością Delegatury. Podobnie jak przed II wojną rozpoczął on kreślenie ambitnych planów mających na celu rozbudowę floty handlowej i marynarki wojennej. Zasługą Kwiatkowskiego było opracowanie koncepcji rozwoju szkolnictwa wyższego w Trójmieście. To m.in. dzięki jego wysiłkom już jesienią 1945 r. w Gdyni powstała, przeniesiona następnie do Sopotu, Wyższa Szkoła Handlu Morskiego (WSHM). To ta uczelnia w 1970 r. współtworzyła Uniwersytet Gdański. Kwiatkowski prowadził na WSHM cieszące się ogromnym zainteresowaniem wykłady z historii gospodarczej. Jak wspominał Łucjan Hundsdorf, jeden ze studentów Kwiatkowskiego, na zajęcia należało przyjść ponad godzinę wcześniej, aby dostać się na przepełnioną salę wykładową.

Podniesienie z gruzów Gdańska, Szczecina i Gdyni było ogromnym wyzwaniem. Podobnie jak przed wojną Kwiatkowski i jego współpracownicy pracowali w iście amerykańskim tempie. O ile w 1945 r. porty w Gdańsku i Gdyni przeładowały zaledwie 917 tys. ton ładunków, o tyle w 1947 r. było to już niemal 10 mln ton. Ze zniszczeń podniesiono także port w Szczecinie. Kwiatkowski zaangażował w te prace wszystkie siły, niezliczoną liczbę razy przemierzając Wybrzeże, doglądając osobiście postępów prac i przygotowując kolejne sprawozdania i wnioski do władz centralnych o większe wsparcie.

Szef Delegatury mieszkał wówczas w położonej przy bałtyckiej plaży willi Claaszena w Sopocie, w której obecnie mieści się muzeum tego miasta. Mimo ogromu pracy znajdował czas dla bliskich, zwłaszcza ukochanych wnuków. Jak wspominała jego wnuczka Julita Maciejewicz-Ryś, dziadek Eugeniusz posiadł rzadką sztukę rozdzielania życia zawodowego i prywatnego. W Sopocie wieczorami na dobranoc opowiadał wnukom „tworzoną na poczekaniu bajkę w odcinkach, którą przerywał zwykle w najbardziej emocjonującym momencie i na dalszy ciąg trzeba było czekać do następnego dnia”.

Source Article from https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1784152,1,eugeniusz-kwiatkowski–dwukrotny-budowniczy-gdyni.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Kategorie

Odnośniki