Kanał RSS

E-gadżety erotyczne | Zhakowani kochankowie

0

Czerwiec 9, 2018 przez admin

Akcesoria erotyczne stały się częścią internetu rzeczy. Jednak przez producentów są na razie podłączane do sieci w tak nieprzemyślany, niefrasobliwy sposób, że prawie w ogóle nie zabezpieczają bardzo wrażliwych danych o ich użytkownikach. Rzeczywistość tych użytkowników przestała być różowa, gdy okazało się, że wibratory We-Vibe zbierały dane dotyczące częstotliwości używania urządzeń i preferowanych trybów wibracji, a potem przypisywały je do ich osobistych adresów e-mail. Producent urządzeń wypłacił w zeszłym roku za ten proceder miliony dolarów odszkodowań.

Kolejny przykład? Znów wibratory, Lovense Remote, połączone z aplikacją na smartfona, by ułatwić kontrolę urządzeń w związkach na odległość. One z kolei przechowywały nagranie audio uprawianego seksu. Ich chiński producent, przeciwko któremu toczą się teraz kolejne procesy sądowe, nazwał nagrywanie każdego takiego wydarzenia jedynie błędem. Wypuścił przynajmniej aktualizację likwidującą wadę tej aplikacji, podczas gdy twórca konkurencyjnego wibratora Svakom Siime Eye miesiącami ignorował ostrzeżenia specjalistów od zabezpieczeń internetu rzeczy. A jego maszyna, wyposażona w bezprzewodową kamerę, umożliwiała, hm, streaming wideo z wnętrza człowieka. Tyle że do wideo z wibratora za sprawą zbyt prostych, takich samych we wszystkich urządzeniach zabezpieczeń swobodny dostęp mieli cały czas także zainteresowani tym obcy użytkownicy sieci.

Internet zabawek erotycznych

Łamanie zabezpieczeń tych i wielu innych superintymnych zabawek jest dla zainteresowanych tym hakerów, a także testujących urządzenia specjalistów od zabezpieczeń naprawdę proste. Mogą po prostu, chodząc po ulicach miast, wynajdywać i przejmować takie wykorzystywane w mieszkaniach urządzenia za pomocą komórki i z poziomu chodnika. Zademonstrował to Alex Lomas z firmy Pentest Partners, tworząc mapę Berlina, a następnie zaznaczając na niej rozmieszczenie innej zabawki – plugów analnych Lovense, które chiński producent wyposażył w sieciowy sygnał naprowadzający na nie już 30 m od domu użytkownika. Lomas znalazł tą metodą także urządzenia, które były właśnie aktywne, i gdyby chciał, mógłby nad nimi przejąć kontrolę.

Ponieważ internet rzeczy jest podatny na ataki z zewnątrz, to w przypadku erotycznych technologii szczególnie dokładnie trzeba przyjrzeć się referencjom ich producenta. Tym bardziej że spece, tacy jak Lomas albo Brad Haines, analizujący bezpieczeństwo na pionierskim portalu Internet of Dongs (dosł. internet penisów), przygotowują się na sierpniową falę kolejnych urządzeń, które nie będą spełniały podstawowych zasad bezpieczeństwa danych. Stanie się tak, ponieważ w sierpniu wygasną tzw. patenty teledildonics z 2002 r., kluczowe dla technologii umożliwiającej kontaktowanie się ze sobą akcesoriów erotycznych przez sieć. A tylko one blokowały do tej pory przemysłowi erotycznemu funkcjonowanie w internecie rzeczy na dużą skalę. Twórcy takich urządzeń musieli albo wykupywać licencje na te patenty, albo próbować korzystać z nich nielegalnie. Teraz staną się dla nich łatwo dostępne.

Dane bardzo wrażliwe

Kolejne poważne niedociągnięcia przy ochronie wrażliwych danych nie będą wynikiem tylko złej woli producentów sekstechnologii, ale raczej oznaką ich naiwności i nieobecności na rynku takich technologii, gdy kilkanaście lat temu wykuwane były w Dolinie Krzemowej podstawowe zasady bezpieczeństwa. Bo wytwórcy nowych erotycznych gadżetów do tej pory mieli na linii produkcyjnej tylko proste urządzenia manualne. W tej chwili działają na rynku, który szybko się rozwija i którego przychody szacowane są na kilkanaście miliardów dolarów rocznie. A dodawanie do wibratorów czy plugów analnych mobilnych sensorów i połączonych z nimi aplikacji dało im nowe możliwości. Założyli więc w zbyt prosty i zbyt wygodny dla siebie sposób, że będą gromadzić wcześniej niedostępne, niezwykle wrażliwe dane o użytkownikach. Choć informacje mieli zbierać anonimowo, przez niewystarczające zabezpieczenia narazili tych użytkowników na ryzyko.

Wkraczając do internetu rzeczy z wibratorami, plugami, a także nakładkami na łechtaczki czy pierścieniami zakładanymi na penisy, przemysł erotyczny odpowiadał na rozwijające się ludzkie potrzeby. Technologia szybko się rozpowszechniła, bo ludzie chcą na przykład zdalnie kontrolować urządzenia, których używają ich mieszkający w innym kraju partnerzy. Ale wibratory oparte na technologii teledildonics mogą być wykorzystywane nie tylko w związkach na odległość, ale także przez ludzi pracujących w tzw. cammingu, czyli uprawiających seks z klientami przez kamerkę internetową. Jest to dla wielu kobiet bezpieczniejsza forma zarabiania pieniędzy niż prostytucja. A w ramach usług mogą używać urządzeń, nad którymi kontrolę za opłatą przejmowaliby zdalnie ich klienci. Tyle że przy okazji wdrażania tej technologii również pojawia się problem etyczny, nawet poważniejszy niż niedopilnowanie bezpieczeństwa danych użytkowników. Bo urządzenia, którymi można zdalnie sterować, mogą przecież zostać w niezauważalny dla ich właścicieli sposób zhakowane.

Source Article from https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1750270,1,e-gadzety-erotyczne.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.