Kanał RSS

Dlaczego rolnikom bardziej opłaca się ziemię zaniedbać, niż ją sprzedać | Nie rzucim ziemi

0

Sierpień 25, 2018 przez admin

JOANNA SOLSKA: – Rolnicy protestują przeciwko skandalicznie niskim cenom skupu owoców. Myśli pan, że ich niezadowolenie spowoduje obniżenie wysokiego dotąd poparcia wsi dla partii rządzącej?
JERZY WILKIN: – Niekoniecznie. Protesty nie są bowiem wyrazem niezadowolenia mieszkańców wsi, ale nielicznej grupy rolników produkujących na rynek. Takich, których dochody zależą od wielkości produkcji i cen, jakie za nią uzyskają. Na wsi takich prawdziwych rolników jest już mniej niż 10 proc. Na kieszeniach pozostałych 90 proc. sytuacja rynkowa się nie odbija. Ona ich nie dotyczy.

Z czego żyje te 90 procent?
Prawie połowa, dokładnie 49 proc., uzyskuje dochody z pracy najemnej. Na drugim miejscu są świadczenia społeczne, czyli głównie renty i emerytury z KRUS i ZUS, z których żyje aż 30 proc. mieszkańców wsi. Z produkcji rolnej żyje niecałe 10 proc. Aż połowę ich dochodów stanowią dotacje unijne. Tylko dla 7 proc. podstawą utrzymania jest własna firma.

Z najświeższego raportu „Polska wieś 2018”, pod redakcją pana oraz Iwony Nurzyńskiej z Instytutu Rozwoju Wsi PAN, wynika, że znaczenie rolnictwa dla polskiej gospodarki szybko maleje. Politycy mówią coś zupełnie innego.
Co dziesiąty pracujący Polak zatrudniony jest w rolnictwie, co piąty rolnik w Unii jest Polakiem. Ale te 10 proc. zatrudnionych w rolnictwie wytwarza zaledwie 2,4 proc. naszego produktu narodowego. Udział rolnictwa w naszym PKB się kurczy. Bogactwo Polaków nie zależy od rolnictwa tak, jak kiedyś.

Te liczby świadczą o tym, że wydajność w rolnictwie jest czterokrotnie niższa niż w pozostałej części gospodarki. Nie jest ono żadną lokomotywą, ale hamulcem naszego rozwoju. Jak więc wytłumaczyć, że mieszkańcy wsi są ze swojej sytuacji materialnej zadowoleni bardziej niż mieszkańcy największych miast?
Nie zawsze dlatego, że ich dochody są wyższe, chociaż nierzadko to też. Od 2005 r. (w maju 2004 r. weszliśmy do Unii) do 2016 r. dochody na głowę mieszkańca wsi wzrosły o 118 proc., natomiast mieszkańców największych miast o 94 proc. Pamiętajmy przy tym, że na wsi rodzi się więcej dzieci. Oczywiście mówimy o dochodach przeciętnych, trzeba pamiętać, że na wsi ich rozwarstwienie jest duże.

Polityka rolna kolejnych rządów dąży do tego, by średni dochód w rolnictwie był zbliżony do zarobków w innych gałęziach gospodarki. Przy czterokrotnie niższej wydajności! A jednocześnie ubolewamy nad tym, że w naszym PKB udział płac jest taki niski. Nie będzie wyższy, dopóki rolnictwo będzie takie nieefektywne.
Wzrost dochodów zawdzięcza wieś – nie tylko rolnicy – głównie transferom unijnym. Dopłaty bezpośrednie pobiera 1,3 mln właścicieli gospodarstw, chociaż połowa z nich niczego na rynek nie produkuje. Parytet, czyli stosunek średniego dochodu w rolnictwie w stosunku do średniego wynagrodzenia w kraju, wynosi już 78 proc.

Parytet nie pokazuje dochodów nierejestrowanych. Szarej strefy, która na wsi jest o wiele większa niż w mieście.
Zachęcają do niej przywileje płynące ze statusu rolnika, także fikcyjnego. Jeśli mam hektar ziemi, mogę się ubezpieczyć w KRUS i płacić kilkakrotnie mniejsze składki na emeryturę niż w ZUS. Zatrudnienie legalne oznacza nie tylko konieczność płacenia składek na ZUS, ale także podatku PIT. Fikcyjny rolnik nie tylko tego podatku, ale nawet składek na zdrowie nie musi płacić. Udział rolnictwa w ponoszeniu kosztów utrzymania państwa jest niewspółmiernie niski w stosunku do innych gałęzi gospodarki. Ludzie potrafią liczyć, więc wielu mieszkańców wsi chętnie pracuje w budownictwie, ale na czarno, co pracodawcom się podoba, gdyż oni także ponoszą mniejsze koszty. Cała sfera tzw. usług dla ludności to na wsi także czarna albo szara strefa, tutaj mało kto wystawia rachunki, niegrzecznie jest nawet o nie poprosić. Nierzadko spotyka się całe „czarne firmy” budowlane, których właścicielem jest fikcyjny rolnik, a pracownikami Ukraińcy. Mają na wsi wzięcie, robią bez faktury.

Wieś ma powody do zadowolenia, płaci mniej, stanowi coś w rodzaju uprzywilejowanej specjalnej strefy ekonomicznej. PiS, idąc do władzy, obiecał, że tego nie zmieni, żadnych reform KRUS nie przeprowadzi. Mimo że te przywileje zabetonowały fatalną strukturę rolnictwa. PiS ustawą o ziemi wbił ostatni gwóźdź do trumny, obrót ziemią rolną zamarł.
Połowa gospodarstw rolnych w naszym kraju ciągle ma mniej niż 5 ha. To także jest hamulcem wzrostu wydajności. Na tak małej powierzchni nie da się osiągać wysokich plonów i dochodów. Ale gospodarstwa, które mają szansę na rozwój, nie mogą ziemi dokupić, ponieważ drobni rolnicy jej nie sprzedają. Państwo także ziemi agencyjnej nie sprzedaje. Mamy klincz. Z niepokojem obserwuję zjawisko porzucania ziemi przez drobnych rolników. Przestają ją uprawiać, zarasta chwastami.

Dlaczego wolą ją porzucić, niż sprzedać?
Sprzedając ziemię, ciągle przez wielu nazywaną ojcowizną, przestaliby być jej właścicielami i straciliby przywileje. I dopłaty. Pozbawiliby się pewnego źródła dochodów, z ich punktu widzenia zachowaliby się nieracjonalnie. Każdy myśli o sobie, a nie o konieczności modernizacji rolnictwa. O tym powinno myśleć państwo. Jak na ironię na wsi, podczas różnych uroczystości, znów się śpiewa rotę ze słowami „nie rzucim ziemi, skąd nasz ród”.

Source Article from https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1758942,1,dlaczego-rolnikom-bardziej-oplaca-sie-ziemie-zaniedbac-niz-ja-sprzedac.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Kategorie

Odnośniki