Kanał RSS

Afganistan: Ameryka prywatyzuje wojnę | Prywaciarze

0

Październik 9, 2018 przez admin

Erik Prince potrafił znaleźć dla swoich przedsięwzięć mistycznie brzmiące nazwy. Blackwater, Xe, Academi to kolejne wcielenia jego korporacji. Obecna firma nosi już jednak urzędniczo brzmiącą nazwę Frontier Security Services. Być może dlatego, że Prince próbuje scalić swoją prywatną działalność z funkcjami amerykańskich urzędów. Ma nową misję: chce zastąpić państwo w miejscach, gdzie korzystniej jest wysłać najemnika niż żołnierza. Tam, gdzie zwietrzałe ideały amerykańskiej polityki zagranicznej zastępowane są przez imperialną rozgrywkę.

Na początku swojej kariery Prince zajmował się logistyką dla amerykańskich wojsk stacjonujących poza USA. Już wtedy miał za sobą doświadczenie wojskowe szczególnego rodzaju, był bowiem komandosem Navy Seals. Nigdy nie wziął udziału w walce z przeciwnikiem, ale sama przynależność do tej elitarnej jednostki pootwierała mu wiele drzwi w biznesie. Wojsko opuścił w 1996 r., by zająć się budowaniem przynoszącej wielkie zyski armii kontraktorów i usługami dla Pentagonu. Po atakach z 11 września jego firma Blackwater dostała kilka lukratywnych kontraktów logistycznych. Zajęła się też ochroną amerykańskich dyplomatów i żołnierzy ścigających terrorystów, prawdziwych i domniemanych, na całym świecie.

Masowe morderstwo

Szybko się okazało, że Blackwater to nie tylko logistyka: w Afganistanie wykonywała zadania na rzecz CIA. Prowadziła operacje obserwacyjne z dronów i balonów rozpoznawczych. Pozyskiwała informacje o kryjówkach Al-Kaidy w pobliskim Pakistanie. Współpracowała z miejscowymi watażkami, którzy wskazywali Amerykanom miejsca pobytu terrorystów. Szkoliła afgańskie milicje, ścigające w pierwszych latach wojny niedobitki talibów.

Po doświadczeniu afgańskim Blackwater zdobyła kontrakty na działania paramilitarne w Iraku. Pracownicy Prince’a również tam ochraniali amerykańskich dyplomatów. Wykonywali to zadanie na tyle skutecznie, że kiedy nad firmą zawisły czarne chmury, mogli się usprawiedliwiać, że żadnemu z ich podopiecznych włos z głowy nie spadł. To właśnie ludzie Prince’a pomogli polskiemu ambasadorowi Edwardowi Pietrzykowi po zamachu na niego w październiku 2007 r.

Rozmach ich działania stał się jednak przyczyną kłopotów firmy. W 2007 r. prowadzony przez Blackwater konwój zatrzymał się na zatłoczonym placu Nissur w Bagdadzie. Najemnicy, sądząc, że szykowany jest na nich zamach, otworzyli ogień do tłumu, zabijając 17 osób i raniąc wiele innych. Skandal wywołany przez masowe morderstwo po raz pierwszy skonfliktował Prince’a z politykami w Waszyngtonie. Senator Hillary Clinton poparła propozycję ustawy zakazującej Departamentowi Stanu zatrudniania najemników do ochrony ambasad na świecie. Nacisk polityczny w połączeniu z procesami sądowymi o odszkodowania zmusił Prince’a do zawieszenia działalności w Stanach.

Emigrował do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie rozwijał najemniczą karierę. Stworzył tam 800-osobową prywatną armię, złożoną głównie z byłych żołnierzy kolumbijskich, których oficjalnym zadaniem była ochrona pól naftowych. Działo się to w przededniu arabskiej wiosny i domyślano się, że prawdziwym zadaniem najemników będzie ochrona szejków przewidujących społeczne niepokoje.

Kiedy Prince był na dobrowolnym wygnaniu w Emiratach, amerykańskie władze przyglądały się jego interesom. Okazało się, że jego firmy naruszały przepisy o obrocie bronią palną, angażowały się bez zezwolenia rządu w szkolenie żołnierzy w Sudanie, prowadziły treningi snajperskie dla policji w Tajwanie i rozbudowywały przedstawicielstwa w Chinach.

Lata prezydentury Baracka Obamy były dla Prince’a pomyślne, głównie z powodu działalności w Azji i Afryce. Ale jego prawdziwym celem była odbudowa pozycji w USA. To marzenie spełnia się właśnie dzięki Donaldowi Trumpowi. Prince wspiera Trumpa swoją wiedzą i kontaktami w świecie arabskim, swoimi poglądami na rolę Ameryki w świecie i swoimi pieniędzmi, które wpłacał na kampanię ekscentrycznego celebryty. Poglądy wygłaszał na ideowo bliskim Trumpowi portalu Breitbart, w którym publikował tyleż nieprawdziwe, co przekonująco brzmiące plotki o seksualnych skandalach w kampanii Hillary Clinton.

Wiarygodności w oczach skrajnej prawicy przydaje Prince’owi głęboka religijność. Jego rodzina należała do Kościoła reformowanego, a on sam przeszedł na katolicyzm po śmierci pierwszej żony. Wspiera finansowo znanych kaznodziejów oraz konserwatywne fundacje. Zaprzyjaźnił się z mentorem Trumpa Steve’em Bannonem. To on namawiał Prince’a do startu w wyborach do Senatu. Bannon widzi w nim zresztą jednego z liderów przyszłej Partii Republikańskiej, alternatywę dla dotychczasowego kierownictwa, które oskarża o gaszenie konserwatywnej rewolucji.

Jak na razie Prince woli rozwijać biznes najemniczy pod patronatem Trumpa. Zyskał w nowej administracji znaczącego sojusznika: jego rodzona siostra Betsy DeVoss jest ministrem edukacji, a Trump pozwala jej prywatyzować co się da w szkolnictwie. To, co jego siostra robi z publiczną edukacją, Erik Prince chciałby zrobić z amerykańską polityką zagraniczną, służbami specjalnymi i interwencjami zbrojnymi. W zasadzie to samo deklaruje Trump, który obawia się własnych służb specjalnych bardziej niż konkurencyjnych mocarstw. Prezydent USA jest zwolennikiem spiskowej teorii „głębokiego państwa”, wedle której urzędnicy państwowi knują wspólnie przeciwko niemu w obronie interesów swoich tajemniczych mocodawców. Żyjąc w poczuciu zagrożenia ze strony własnej administracji, Trump chciałby ją ominąć, a Prince podsuwa mu na to kolejne sposoby.

Source Article from https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1764734,1,afganistan-ameryka-prywatyzuje-wojne.read?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

0 komentarzy »

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.